18 rzeczy, które mogą zaskoczyć w Bułgarii – cz. II

Tak jak obiecałam, dzisiaj mam dla Was kolejną część listy 18 rzeczy, które mogą zaskoczyć w Bułgarii. Miłego czytania!


7. Wspominanie zmarłych

Widok porozklejanych wszędzie nekrologów dziwi chyba wszystkich turystów. Niektórzy myślą, że w Bułgarii jest taka duża śmiertelność. Najczęściej nie są to jednak tzw. klepsydry, a wspomnienia zmarłych. Zalaminowane lub włożone w foliowe koszulki wiesza się w przeróżne miesięcznice, rocznice śmierci w najróżniejszych miejscach – na drzewach, klatkach schodowych, bramach, drzwiach domów, garaży. Obok zdjęcia znajduje się krótkie wspomnienie zmarłego, czasem jakiś wiersz. To bardzo silna tradycja. Coraz częściej słyszy się jednak o akcjach usuwania nekrologów, propozycjach mandatów za wieszanie ich na budynkach czy przystankach. Wiele osób twierdzi, że czynią one bułgarskie miasta brzydszymi i są przejawem zaściankowej mentalności, przepełnionej smutkiem i pesymizmem.


8. Jadki

Bułgarzy uwielbiają sobie chrupać i coś przegryzać. Częściej niż czipsy, wybierają jednak tzw. jadki. Kiedyś myślałam, że ta nazwa pochodzi od słowa jam (ям), czyli jeść. Pasowało mi idealnie :) Okazuje się jednak, że jadka to jądro, wnętrze, istota. Czym więc jest jadka, którą jemy? To każdy owoc, który ma skorupkę, a jego wnętrze nadaje się do jedzenia. Są to więc wszelkie orzechy i pestki – orzeszki ziemne, migdały, pestki dyni, orzechy laskowe. Moim hitem są prażone i solone ziarna kukurydzy, które w definicję jadki się nie wpisują, ale też nazywane są w ten sposób. Lubię też bireni fystyci (бирени фъстъци), czyli piwne orzeszki ziemne – orzeszki w charakterystycznej panierce. Mój Bułgar prawie codziennie kupuje paczkę prażonego słonecznika, bo słonecznik to już w ogóle największa miłość Bałkańczyków. Łupinki pod ławeczkami i miejscami, gdzie zbierają się ludzie to bardzo częsty widok. Każdy, nawet najmniejszy sklep, musi być zaopatrzony w jadki, które w większych sklepach często można kupić na wagę. Prawie jak słodycze w Szwecji. Ale jadkowy asortyment nie jest tak bogaty :)


9. Piwo na lato i na zimę
źródło

W zeszłym roku zakochałam się w Arianie Radler. Smakowała mi o wiele bardziej, niż polskie radlery, które są o wiele słodsze. Gdy na początku marca jechałam do Bułgarii, o Arianie myślałam już w autobusie. Ale się nawkurzałam, gdy się okazało, że radlera nie ma, bo jeszcze nie jest ciepło. O piwie smakowym nie ma co myśleć (żurawinowy reddsie, jak za tobą tęsknię!), bo go w Bułgarii nie ma, a nawet gdyby był, to na pewno tylko latem. - No dobrze, to musimy znaleźć tę dobrą żurawinową ciemną Zagorkę, którą piłam rok temu w grudniu – powiedziałam do Bułgara. – Nie znajdziemy, bo zima się już skończyła i nie robią ciemnego piwa – odpowiada. I bądź tu człowieku mądry. Ariankę kupiłam dopiero w połowie kwietnia.



10. Lody na wagę

Podobno nawet w niektórych miejscach w Polsce się z tym spotkamy, dla mnie to jednak była nowość. W Bułgarii lody sprzedawane są na kulki, ale płacimy za gramy. Zazwyczaj każdy patrzy na cenę, a na 100 g nie zwraca uwagi i potem się dziwi, że zapłacił więcej lub ma problem, gdy poszedł po loda z odliczonymi pieniędzmi :) Gdy już się przyzwyczaimy, okazuje się, że ma to sens, bo płacimy za tyle, ile dostaniemy i unikamy rozczarowań, że ktoś dostał większą gałkę od nas :)



11. Gotowanie na balkonie

Balkonowa kuchnia sąsiadów. Widać kuchenkę,
a za praniem jest mały piekarnik. Wychodzi
z niego piękna banica :)
Bułgar nie wyobraża sobie życia bez grilla (bułg. скара – skara). To na nim robi się sztandarowe bułgarskie mięsa – kjufteta, kebapczeta, karnaczeta, pyrżoli. Co zrobić, jeśli mieszkamy w bloku i chcemy zrobić sobię skarę samemu? Wyciągamy grilla na balkon. Wiele osób ma małe grille, które są używane prawie codziennie. Nierzadko też po prostu gotuje się na balkonie. W Bułgarii bardzo często zabudowuje się balkony i cały rok znajduje się tam kuchenka, natomiast niezabudowane nierzadko zamieniają się w letnią kuchnię. Mają tak np. moi sąsiedzi. Dobre rozwiązanie, żeby nie grzać dodatkowo latem w domu. Postrzegam to raczej jako coś pozytywnego, choć kilka razy w pośpiechu musiałam ściągnąć pranie, żeby nie miało zapachu grillowanego mięsa :)



12. Na imprezę po północy 

Długo nie byłam na bułgarskiej imprezie, ale był taki czas w Błagoewgradzie, że ich nie omijałyśmy. Ciężko było się nam na początku przyzwyczaić, że od 24.00 dopiero się rozkręcało, podczas gdy w Polsce o tej godzinie nierzadko zaczynałam się zbierać do domu. Na początku, jeszcze nieuświadomione, wychodziłyśmy ok. 21.00, za każdym razem myśląc, że może to taki dzień, że nie ma dużo ludzi. Dopiero potem okazało się, że do północy Bułgarzy nie przekraczają progu klubów. Najczęściej coś jedzą, piją piwo w restauracjach, miejscach do posiedzenia. Dopiero po 24.00 zaczynają się zbierać na imprezę. Nie ma problemu, aby uraczyć się jakimś trunkiem na ławeczce w parku, bo to w Bułgarii legalne, jednak piwo w lokalach też nie jest drogie, nawet w tych najlepszych kosztuje ok. 1,2-1,5, leva czyli ok. 3-3,5 zł. Dobrego drinka można kupić za 7-8 zł. Dlatego to dobre miejsce na wyjazd na Erasmusa ;)


Zobacz także:
18 rzeczy, które mogą zaskoczyć w Bułgarii – cz. I
18 rzeczy, które mogą zaskoczyć w Bułgarii – cz. III

Komentarze

  1. Czekałam na ten cykl i się nie zawiodłam!
    Zwyczaj wspominania zmarłych niesamowicie mnie poruszył, i do tego te zdjęcia! Dla mnie już nasze polskie klepsydry wiszące tu i ówdzie zawsze niosą jakiś taki smutny nastrój, a co dopiero tutaj... Ale jednak jest to w jakiś sposób piękne.

    Kocham też różnego rodzaju "spożywcze" ciekawostki, grillowanie, lody i jadki - strzał w dziesiątkę. I sposób ich sprzedawania też od razu skojarzył mi się ze szwedzkimi lösgodis! Skubanie słonecznika pod blokiem to dla mnie wspomnienia z dzieciństwa, lata dziewięćdziesiąte - ostatnio jakoś nie widuję skubiącej młodzieży na ławeczkach pod blokiem (pewnie siedzą w domach przed komputerami ;) )

    Dobre drinki za 7-8 złotych? To brzmi też jak dobre miejsce na wakacje ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też myślę, że to w jakiś sposób piękne. Zupełnie inne, ciekawe, tworzące nastrój, nierzadko skłaniające do refleksji. Ostatnio widziałam wspomnienie małżeństwa, bardzo mnie rozczuliło.

      Jedzeniowe ciekawostki tez lubię :)

      Usuń
  2. Świetnie się czyta, jakie różnice są i ile rzeczy może zaskoczyć :) zdziwiłam się najbardziej o tym gotowaniu na balkonie :) nie wiem czy bym zniosła np. zapach kiełbasy z grilla przez cały rok :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest tak źle, gotowania w ogóle nie czuć, tylko grillowanie i to też w zależności od wiatru i zazwyczaj wieczorem :) Gorzej jakbym miała sąsiada balkon w balkon, który codziennie by coś grillował, pewnie wtedy bym się wkurzała :)

      Usuń
  3. Jeeeej i zdjęcie najlepszych lodów świata, w tej chwili zatęskniłam za Bułgarią ;) Z kolei w "jadkowej" kukurydzy zakochałam się u Was w czasie meczu i w samolocie się zorientowałam, że już wiem, czego zapomniałam kupić do Polski :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raffy są pyszne, a najlepsze jogurtowe :)

      Usuń
  4. Ale jak oni ważą te lody??

    Teraz czekam na listę rzeczy, które mogą zaskoczyć Bułgarów w Polsce. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lód w wafelku wkładają na taką wagę z dziurką albo do szklanki na normalnej wadze :)

      Taka lista rzeczywiście mogłaby być ciekawa. Jak zabiorę Bułgara do Polski, to na pewno ją stworzę :)

      Usuń
  5. Ależ te nekrologi są zadziwiające... czy to jest taki smutny zwyczaj, czy po prostu sposób na radzenie sobie ze stratą? Podejrzewam, że należałabym do tej zszokowanej części turystów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy turyści się dziwią i to ma chyba duży wpływ na rodzące się głosy o ograniczeniu miejsc, w których można je wieszać. Z reguły turyści traktują to raczej jako ciekawostkę, ale są też tacy, którzy mówią, że to dziwne i smutne. Jeśli jesteśmy w niezbyt ładnym miejscu, mamy mroczną, brzydką pogodę i widzimy mnóstwo nekrologów, które dodatkowo kojarzą się tylko z wielkim smutkiem, bo z niedawną śmiercią, a niekoniecznie z np. 5 rocznicą śmierci, to wrażenie cierpienia jest jeszcze większe. I mimo że Bułgar tak tego nie odbiera, to dla turysty to tak wygląda i wielu Bułgarów nie chce, aby taki był obraz Bułgarii w oczach obcokrajowców.
      Zwolennicy nekrologów mówią, że to część bułgarskiej tradycji i rzecz, która jest unikalna i wyróżnia Bułgarię. Poza tym to wyraz oddanej czci wobec zmarłych i tego, że się o nich nie zapomina. Są też głosy, że z tradycji nie powinno się rezygnować, ale nie powinno się też na taką skalę otaczać czymś, co smutne. Kolejne rocznice śmierci, nowe nekrologi naklejane na stare, po co tego aż tyle?
      W ogóle bardzo ciekawy temat, różne opinie i co ciekawe, nie wiadomo skąd się ten zwyczaj wziął, bo Bułgaria to chyba jedyny kraj, w którym wiesza się je tak często, w wielu miejscach i ze zdjęciem zmarłego.

      Usuń
    2. Mnie nekrologi zaskoczyły, ale chyba nie zszokowały. Ba, wydało mi się to nawet fascynujące - człowiek żyje tak długo, jak długo się o nim pamięta. Choć faktycznie, w niektórych miejscach sprawiają dość przytłaczające wrażenie.

      Usuń
  6. Bardzo czekałam na tą drugą część i nawkurzałam się okropnie, kiedy 2 dni pod rząd wyszukiwarka wyświetlała, że blog nie istnieje ! .. to tak ku przestrodze, żeby Ci nigdy do głowy nie przychodziło, żeby przestać go prowadzić ! ;)

    Bardzo, ale to bardzo zaciekawiłaś mnie Bułgarią. Uwielbiam takie klimaty, jak Baczkowo w najnowszym poście, albo zwyczaj z nekrologiami w tym. Zdecydowanie jest coś w tym, że te wspomnienia zmarłych powodują, że miasto wydaje się ponure i pesymistyczne, ale z drugiej strony nadaje to taką bardzo intymną atmosferę bliskości. Wydaje mi się, że pomimo wszystko, takie miejsca wydają Ci się bliższe, bo wydaje się, że znasz wszystkich dookoła. Sama prawdopodobnie spędziłabym masę czasu przy takich wspomnieniach i zdecydowanie chciałabym poznać historię każdego z tych nieżyjących już ludzi.

    Nie wiem, czy słyszałaś, ale jakiś młody Polak wymyślił aplikację na telefon, dzięki której za pomocą kodu przyklejanego na grób, a następnie skanowanego aparatem telefonu, będzie można trafić na stronę poświęconej zmarłej osobie. Poznać, kim była, co robiła i jak zmarła. Myślę, że to budzi kontrowersyjne odczucia, ale dlaczego właściwie nie powspominać zmarłych? Chyba spora część osób boi się, że zostanie szybko zapomniana po śmierci. Poza tym wydaje mi się, że życie zmarłej osoby potrafi bardzo zainspirować i kopnąć w tyłek, żeby lepiej wykorzystywać fakt, że my dalej je mamy.

    Lody ! Takie lody na wagę są w Nowym Sączu, a kolejny są gigantyczne ! :D I ja również je polecam :)

    A tak poza tym, to rewelacyjny wpis :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się podpisuję - czuję się zafascynowana Bułgarią bardzo :)

      Usuń
    2. Ale się cieszę, że mogę choć trochę przyczynić się do tego, że ktoś zainteresuje się Bułgarią :)

      Weroniko - w ogóle nie przychodzi mi coś takiego do głowy!! :)
      Pierwszy raz słyszę o takim pomyśle. Rzeczywiście kontrowersyjny, choć z drugiej strony bardzo ciekawy. Zakładam, że rodzina musiałaby wyrazić zgodę, więc co w tym złego. Pochodzę z małej wsi i uwielbiałam spacerować z rodzicami po cmentarzu, a oni opowiadali mi historie osób, które tam leżą. Bardzo mnie to fascynowało. Ja też bym chciała, żeby o mnie nie zapomniano :) Masz ogromną rację, że zmarła osoba może bardzo inspirować i motywować do lepszego życia.

      W Nowym Sączu nie byłam, ale jak będę to się przekonam na własne oczy, że w Polsce są też lody na wagę ;)

      Usuń
  7. O tak, tęskni mi się do smaku Ariany, i banicy popijanej bozą na śniadanie... To są moje smaki- wspomnienia z Bułgarii!

    OdpowiedzUsuń
  8. Bulgarzy tak radza sobie ze strata zapewnie i szkoda by bylo, gdyby ta tradycja zanikla. Z ogromnym zainteresowaniem czytam co piszesz o Bulgarii i musze powiedziec, ze zaostrza mi sie apetyt :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pamiętam jak kiedyś piłam w Tyrnowie ciemną Arianę. W maju przeszukałam całą Sofię za tym piwem i dopiero mój Bułgar mnie uświadomił, że za ciemnym piwem poczekam do zimy.. ;-)

    To samo jest podobno z kiszoną kapustą - będzie dopiero zimą.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty